Rowerwelove.

Rower, to czego najbardziej było mi brak w ciąży i tuż po narodzinach Jerzyny. Czemu w ciąży nie jeździłam? Ze strachu. Bałam się, że się przewròcę, ktoś mnie potrąci, będą wyboje i coś się stanie temu Pisklakowi w brzuchu… Czemu po narodzinach też nie? Bo nie było kiedy… Bo nie wyobrażałam sobie by tego Kurczaczka zostawiać samego… Bo wciąż i wciąż trzeba było stymulować laktację… Bo nie byłam w nastroju…

Aż w końcu… Pewnego dnia… Trzask, prask! Nastròj się pojawił. Rower! Rower!  Rower!

Ale samej? No jak?! We troje zawsze lepiej… Rowerowòzek przyszedł nam z odsieczą. Zapaleni, chętni i gotowi na przygodę zapakowaliśmy się na siodełka i…

Było słabiutko… Zero skrętności. Zero jakiegoś szału. Myśleliśmy, że będzie to lepsze rozwiązanie niż fotelik rowerowy… Och, jak się myliliśmy.
Rowerowòzek oddaliśmy. A na wycieczkę wybraliśmy się pieszo. O, taka przygoda.

DSC_0051Xoxo,

Mum

Mamowy casual.

Kiedyś po domu chadzałam w dresach. Tak, muszę to przyznać… Po pracy wdziewałam to, co wydawało mi się całkiem domowego- miękki (taki synonim-znoszonego) dres, tiszert i skarpety… Tak było.

Od kiedy jestem Mamą- wszystko się zmieniło. O nie, nie stałam się całkowitą dresiarą. Przeciwnie. Ponieważ pełnoetatowo siedzę w domu- dom stał się miejscem pracy, a do pracy w dresie nie wypada…

Więc, by czuć się jak kobieta pracująca, zaczęłam nosić koszule, jeansy, spòdniczki, sukieneczki, szorty… Dres wrzuciłam w  kąt. Przydaje się już tylko do biegania…

20150706_211607

Mama, mamusia…

Temat dziś poruszany przez wszystkich i wszystko… Trzeba dodać, że wszędzie… Mama, matula, mateczka…

Poświęcająca się pod każdym względem dla dziecka, rodziny, męża, pracy… Niepotrzebne skreślić. Należy jej się szacunek, ordery i pokłony… Tworzy się dlań kampanie społeczne, uświadamia się społeczeństwo jak ważna jest każda Mama. Jak ważną jest instytucją… Bo matka to nie jest ani osoba, ani rzecz a właśnie instytucja.

Świetnie. To wszystko jej się należy, ale co z tego ma? Zanik kariery zawodowej, redukcję zainteresowań do pieluch, wywabiania plam i gotowania obiadkòw bez soli.

Zawsze da radę. Gdzie ojciec nie może, tam matkę pośle. Zgubiona skarpetka? Znikła ładowarka? Czy jest coś do jedzenia? O to nikt ojca nie pyta- to jest domena Mamy. Ona, jak Coperfield, wyciągnie skarpetkę z nikąd i zawsze będzie wiedziała co zawierają czeluści lodòwki i spiżarki…

Mama, gdy staje się mamą, znika. Aby mòc funkcjonować jako kobieta, żona, kochanka (własnego męża) musi się naprawdę starać. Mało kto będzie ją jednak postrzegał inaczej, niż przez pryzmat Matki.

Niewyspanie, brak czasu na cokolwiek, poczucie winy ze spędzenia chwili poza domem na własny użytek (kosmetyczka raz na jakiś czas… kajam się), wypadające włosy, ziemista cera, niemożność jedzenia i picia samych dobroci, bo uczulają szkrabiątko, bądź są dlań szkodliwe…

A jednak, bycie Matką nie jest takie znowu złe. How come?

DSC_0390

Bo jest On. Upragniony Skarb.

Xoxo,

Mum

Słoik, czy nie słoik? Oto jest pytanie…

Słoiki same w sobie od dawna budzą kontrowersje… Gdy idzie o słoiki, to nie chodzi tylko o przyjezdnych warszawiaków, warszawiaków podwarszawskich czy bardziej warszawskich niż warszawiacy… Co podawać niemowlętom przy rozszerzaniu diety? Słoiczki czy jednak domowe jedzenie?

Kwestia jest grubsza… Podawać purée czy całe kawałki… BLW… Co z tym zrobić?

Ja szczerze mòwiąc na początku zupełnie zgłupiałam. Nie dość, że nie wiedziałam co podać jako pierwsze, to jeszcze w jakich godzinach i czy najpierw cycuś czy nowe żarcie? Nie wiadomo… Oczywiście każdy ma w tej kwestii swoje zdanie, a jak internet długi i szeroki, tak tyle opinii i złotych rad można w nim wyczytać.

U nas odpowiedź znalazła się szybko- Jerzyna miał wysypki po „moich” zupkach, więc dermatolog zaleciła podawanie słoiczkòw do momentu, gdy znajdziemy zaufanego dilera niepryskanych warzyw- tudzież warzyw mało pryskanych…

Teraz Jerzyna już ponad dwa miesiące je raz słoiczek, raz moje wyroby… W zależności od dnia i mojego widzimisie… Chociaż też już słyszałam, żem wyrodna matka, co to idzie na łatwiznę… Szczerze? A tak! Czasem, gdy Jerz zaśnie to muszę usiaść i po prostu posiedzieć, a nie od razu kręcić mu jakiś obiadek… Te kilkanaście minut co jakiś czas (bo przecież nie siedzę tak przez codziennie), to moja fanaberia…

Ale wcale, a wcale nie obiecuje poprawy.

DSC_0327 (2)

Xoxo,

Mum

Akcelerująca frustracja

Jak żyć?! Człowiek chce dobrze. Chce wròcić do pracy, coby gospodarka państwowa nie podupadła. Chce dziecko na uczonego wychować, coby miał kto do emerytury dopłacać. Chce trochę czasu z dorosłymi spędzić (w rzeczonej pracy), coby nie zakisić się przy kupkach i siku. Chce wszystkich usatysfakcjonować. I co?

Żłobka nie ma. Po prostu nie ma. Są jakieś żłobki z dziwnymi paniami dyrektor. Jedne nie wierzą, że roczne dziecko to już coś rozumie, i że może trzeba je jakoś aktywizować i zapewniać jakąś edukację. Są inne, ktòrych żłobki śmierdzą uryną i wilgocią. Są kolejne, ktòre nie mają miejsc, nie odbierają telefonu, nie oddzwaniają…

Jesteśmy tryliardowi na liście do państwowego. Tryliardowi.

A co na to Wać Jerz? Turla piłkę.

DSC_0435

Xoxo,

Mum

Wydma.

Co ja poradzę, że nie potrafię przejść obojętnie obok człowieka leżącego na ulicy- czy wygląda na clocharda czy Pana Żula, muszę sprawdzić czy nie potrzebuje pomocy. Nie umiem nie zwrócić uwagi palącym i pijącym procentowe trunki dzieciom. Nie kupić kwiatków od starej babci. Nie pomòc, gdy ktoś potrzebuje. Nie powiem NIE, bo tak byłoby łatwiej.  Nie nadaję się do odpoczywania w bałaganie- musi być porządek. Nie łamię zasad. A gdy jakiś Jemioł wspina się na wydmy, tłumacząc że nikomu tym nie szkodzi, nie potrafię przejść obok tego obojętnie. Bo szkodzi to mi. Bo to wszystko nie jest cudze, a jest nasze. Chciałabym, żeby było też kiedyś naszych dzieci.  

Wolę nie umieć i nie potrafić. To, że inni sobie odpuszczają, nie usprawiedliwia mojego odpuszczania. 

DSC_0218

Xoxo,

Mum

 

Morze.

Morze morze morze morze morze morze… Namiętne uczucie do polskiego wybrzeża zadziwia czasem mnie samą. Stało się! Wczasujemy.

Jerzyna drugi raz nad morzem, ale pierwszy raz będzie miał z tego większą frajdę. Dlaczego? Bo Państwo Rodzice, poddając się rzutkim sloganom sklepowym, zaopatrzyli się we wszelkie ustrojstwa zapewniające fun na plaży. Wiaderka, grabki, łopatki, foremki, sitka, kapelusze słomkowe, kostiumy kąpielowe z filtrem UV, namiot plażowy, koce… Cuda, wianki.

A Wać Syn i tak najbardziej zajęty konsumpcją piasku.

DSC_0065

Xoxo,

Mum