The heat is on.

Did I move to Kenya or is it really over 35 degrees outside? Living in Poland was always for me an advantage because of temperature during the year… It’s  never too high and never to low (especialy in the city) or it was. Now it’s as hot as … hell?

So how to live when it’s so so so hot? I would spend most of the time in a bath… But Jerzyna not… No idea why but he doesn’t mind that his hair stick to his head and he gets sweaty  all the time. He’s just sipping water from his bottle, getting wet (because he’s discovered he can split it out on himself and it’s fun) and crawling after a ball…

Czy przeprowadziliśmy się do Kenii czy może naprawdę jest 35 stopni na dworzu? Mieszkanie w Polsce miało zawsze tę jedną zaletę, że temperatury nie są tu nigdy za wysokie ani za niskie. Albo nie były. Bo teraz jest tak gorąco jak w piecu…

Jak żyć gdy jest taaak gorąco? Ja najchętniej spędziłabym cały dzień w wannie… Ale Jerzyna… On, nie wiadomo czemu, ma wysokie temperatury w nosie. Nie przeszkadzają mu przyklejone do głowy włosy i ciągłe bycie spoconym. Po prostu sączy sobie wodę ze swojej butelki ze słomką, oblewa się nią (bo odkrył, że opluwanie się wodą jest cool) i raczkuje/czworakuje za piłką po całym mieszkaniu…

Btw.  Why is it hot?

Because it’s summer you Fool! :)

DSC_0733

Xoxo,

Mum

Why why why?

So why am I here? Am I exhibitionist? Or do I just seek friends, applause or whatever else? Well… Don’t really know, but probably all of above are more or less correct. While being pregnant I became a passionate blog reader… I found some blogs so interesting and helpful, fascinating and inspiring… With time a thought was raising in my mind to create something on my own… That maybe this time my writing will be helpfull for others, will cheer some up or give them a reason to verify their opinions (and maybe change them)… That maybe… I’ll have readers who will inspire me to do more and better in life…

Co ja tu robię? Czy jestem ekshibicjonistką? A może poprostu szukam przyjaciòł, aplauzu czy czegokolwiek innego? No còż… Szczerze mòwiąc sama nie wiem. Prawdopodobnie wszystkie z powyższych opcji są poprawne. W czasie ciąży namiętnie czytałam blogi… Blog za blogiem… Całe. Fascynowały mnie, intrygowały, dawały domyślenia, pchały do przodu przez pierwsze ciężkie ciążowe miesiące. Pojawiła się też wtedy myśl- stworzyć coś samej. Bo może mam coś do powiedzenia. Może mogę kogoś rozbawić. Może komuś pomogę. Może ja dam komuś temat do refleksji. Może blog pomoże mi?

Tak właśnie się tu znalazłam.

Dziewczyny na traktory!

Co jest najtrudniejsze w byciu mamą Małego Mężczyzny? Udawanie dźwięku silnika samochodu? A owszem… Dźwiękonaśladownictwo nigdy nie było moją mocną stroną.

Najtrudniejsza jest świadomość ile ode mnie zależy. Jak bardzo Pan Jerzy będzie zależny od tego, czego nauczę dziś Jerzyka. A przecież chcę wychować silnego, otwartego, czułego, empatycznego, ciepłego faceta. Faceta, ktòry będzie partnerem w małżeństwie i w rodzicielstwie. Mężczyzny, ktòry nie będzie wstydził się swoich słabości i nie będzie wykorzystywał swojej przewagi nad słabszymi. Kogoś, takiego jak jego Tata.

Chcę by potrafił gotować, sprzątać, prasować, wiercić, przybijać, naprawiać, szyć… By czarował płeć piękną manierami, mową i gestem. By potrafił walczyć o swoje zdanie, tak słowem, jak pięścią. By wybierał to pierwsze, a drugiego używał tylko w sytuacji bez odwrotu. By szanował wiedzę i jej łaknął. By grał w piłę, zdzierał kolana, wdrapywał się na drzewa, skakał w kałuże, bazgrał po ścianach (byle nie za dużo), grymasił, śmiał się i płakał. Chcę by niczego mu nie zabrakło, by był jak najdłużej dzieckiem i miał co opowiadać moim wnukom…

Tak bym właśnie chciała. I to jest właśnie najtrudniejsze…

DSC_0028

Xoxo,

Mum