Twenty eight.

Dlaczego będąc nastolatką myślałam, że jestem gruba i brzydka? Wydawało mi się, że muszę nadrabiać charakterem i intelektem (w zasadzie na dobre mi to wyszło), by nie zostać skreślona towarzysko. Co ja miałam w głowie?!
Albo co gorsza, co ja nastoletnia, pomyślałabym o sobie już nienastoletniej?

Bo ja właśnie o tym. Miałam urodziny. Bardzo niedawno temu. Kolejne, już nie naste. Mam Męża, dziecko i kredyt, można by rzec, że już chyba jestem dorosła. Dawno temu przekroczyłam wagę ciała z czasów liceum. Dawno temu wyrzuciłam bluzki odsłaniające pępek i od kilku lat chodzę w czapce zimą. I w zimowej kurtce. I w rękawiczkach.

Od dawna zrzucenie brzuszka oznacza ZRZUCENIE BRZUSZKA, a nie dzień głodówki. Od kilkunastu miesięcy czytając recenzje książek w poszukiwaniu kompana na najbliższe wieczory, okazuje się, że szukam w dziale literatury dziecięcej. Gotowanie od jakiegoś czasu oznacza zupę i warzywa, a nie kotleta i parówki. Kawę piję od dawien dawna. Od dawna mam Męża, czyli od dawna kocham. A od dwóch lat kocham dwóch mężczyzn.

Od siedmiu lat czuję się wartościowym człowiekiem, który ma wiele do zaoferowania, wiele do powiedzenia i wiele do zrobienia w życiu. Od dwóch lat czuję się Kobietą, dziewczynką już nie jestem.

Zmierzając do brzegu. Miałam urodziny i wiecie, co? W końcu się nie wstydzę swojego wieku. Zawsze miałam z tym problem, żeby się przyznać. Nad wyraz dojrzała na swój wiek, wizualnie starsza i jako lektor, żeby wzbudzać jakiś respekt wśród moich (zazwyczaj dużo) starszych ode mnie uczniów, wieku nie podawałam. Wśród starszych znajomych, koleżanek z pracy… Ja się czułam źle, bo nie chciałam być dla nich tylko młodą siksą, a z drugiej strony swoją sytuację porównywałam do ich. Umówmy się, że życie po dwudziestce, a po czterdziestce jednak minimalnie się czymś różni… Więc powstawały we mnie niepotrzebne napięcia, niezdrowe dążenie do jak najszybszego osiągnięcia zdolności kredytowej i próba bycia poważną i dorosłą.

Mam dwadzieścia osiem lat. Jestem niepraktykującym socjologiem i nauczycielem na wychowawczym. Znam trzy języki, z czego dwa biegle. Uwielbiam czytać i oglądać seriale. Od sześciu lat jestem żoną, od prawie dwu matką. Nie mam nadwagi, ale dziewczęcego ciała mieć już nie będę. Mam przyjaciół. Mam rodzinę. Nie mam wielkich trosk na głowie.
Już się niczego nie wstydzę i nie przepraszam.

Xoxo,

Mum

Leniuchowanie.

Siedzę sobie z krwistoczerwonym pedicurem, wiosennie różowym manicurem i czerwonym (po oczyszczaniu) ryjkiem, siorbię kawę i dłubię w internecie. Jerzynka śpi, tata Jerzynki szaleje na dwóch kółkach…

Cały dom dla mnie.

źródło: pinterest
źródło: pinterest

Xoxo,

Mum

Quo vadis? Na huśtawkę.

Dużo tego.

Całe dnie na placu zabaw. Rowery, huśtawki, zjeżdżalnie i piaskownice. Nie ma na nic czasu. Obiady zaczęłam nosić w termosie, bo wtedy gdy rano je ugotuję są wciąż gorące po południu po powrocie z podwórka… Bo Wać Pan nie reflektuje czekania na podgrzewanie lub zaczynanie zabawy w gotowanie gdy głodny.

Gdy głodny, a brzuch burczy, Jerzyna się denerwuje. Krzyczy. Tupie. A raz nawet rzucił się na podłogę w pełnej rozpaczy. Prawdziwy Zwierz z niego wychodzi.

No ale umówmy się, Matka zachowuje się tak samo gdy głodna lub gdy nie ma kawy. Do powyższego trzeba jeszcze dodać moje Rejtanowskie darcie szat i pełne łez spojrzenia w kierunku kuchni.

Tak to już jest.

Xoxo,

Mum

Duży chłopak, duże łóżko.

Dorosłe łóżko. 90 centymetrów wolności i 200 centymetrów swobody. Miejsce do czytania książek, usypiania misiów, skakania, układania puzzli i masy innych rzeczy, które przyjdą Memu Pisklakowi do głowy.

Zastanawialiśmy się jakie łóżko wybrać po niemowlęcym… Debatowaliśmy, jeździliśmy, mierzyliśmy i wybraliśmy chyba najlepszą opcję dla naszego małego metrażu. Bo tak! Nasze 56 metrów okazuje się przyciasne. Mało tego miejsca i za dużo rzeczy. Za dużo, to mój problem.

Łóżko Kura, bo postawiliśmy na Ikeę, zgodnie z filozofią „i tak w końcu zostanie zamalowane kredkami i pobijane w trakcie crash testów resorakami, więc po co przepłacać?”. Łóżko ma duże możliwości. My zrobimy z niego piętrowe i podniesiemy parterowe łóżko na kilku centymetrowe nóżki- ale jeszcze nie teraz. A jakie to możliwości? Aaa takie…

źródło: pinterest
źródło: pinterest

a858612d4d4d2ee8ac39358298c1f0a8 ikeakuracastle ikeakurawhitehack ikeakurawhitehouse

A jak Jerzynka? Łóżko fajne. Można w nim spać. Ale usypiać muszę kołysząc się  w ramionach mamy na bujanym fotelu. I umówmy się. Tylko mamy. Tak nam się pechowo złożyło, że moje dziecię przechodzi bunt dwulatka. Trochę wcześnie, ale cóż zrobić.

A no i co noc znajduję go na dywanie. Pomimo zapory z poduszek. Pomimo pluszaków zapory broniących. Pomimo wszystko. Najlepiej śpi się na dywanie (i kocu i kołdrze), a nie w łóżku.

Xoxo,

Mum

Chyba już wiosna.

Musiałam odreagować. Więc mam już wysprzątane szafki w kuchni, odgracony i wysprzątany balkon, czyste okna w całym mieszkaniu i nowe regały (czyli prządek w Jurkowych bambetlach).

Potrzebowałam porządku. Braku okruszków pod kanapą i kurzu na grzejnikach, czystych kafelków w łazience, schowanych za pralką… Ułożonych w szafce butów i złożonych szali. Ciuchów w szafie, a nie na krześle.

Chyba jednak już wiosna…

Xoxo,

Mum

Piana.

Nie, wcale się nie denerwuję tym, że wiecznie siedzimy w domu… I nie, kogo obchodzi jakaś tam astma dziecięca, przecież to przechodzi podobno. Nieee, no bałagan? Bałagan miałby mnie wyprowadzić z równowagi? Zagracona piwnica? Pełne półki nie wiadomo czego? Poupychane ciuchy, garnki i inne ustrojstwo zupełnie bez ładu i składu? Inhalacje, nebulizacje i prywatne wizyty u laryngologa? I alergologa? I pediatry? A, że do kosmetyczki powinnam iść twarz oczyścić? Aa, że niby ciuchy do prasowania nie mieszczą się już w szafie (ani na krześle, ani na kanapie)? Mnie by to miało wszystko denerwować? Skąd!?

A, że do kosmetyczki powinnam iść twarz oczyścić? Aa, że niby ciuchy do prasowania nie mieszczą się już w szafie (ani na krześle, ani na kanapie)?

źródło: Pinterest
źródło: Pinterest

Xoxo,

Mum

Przeciążenie.

Dużo i mało. Dużo rzeczy do zrobienia i mało czasu (i chęci) na wykonanie. Mam wrażenie, że kręcę się wokół własnej osi i próbuję chwytać się różnych zajęć, ale ostatecznie zamiast zrobić cokolwiek (i doprowadzić choć jedną rzecz do końca), nie robię nic… A właściwie robię. Napoczynam, zaczynam i nie kończę. Pozostawiam za sobą bałagan i jeszcze większy chaos.

Nie mam czasu na jedzenie. Na normalne jedzenie. Nie mam czasu na siebie. Siedzę w tych internetach wieczorami.. niby w celu relaksu… a doprowadza to tylko do większego stresu i braku czasu i zmęczenia i… sama już nie wiem czego.

Dość. Potrzebuję usiąść i pomyśleć. No i napić się kawy (ale to rozumie się samo przez się).

Xoxo,

Mum