Ten drugi raz

Jakoś ta druga ciąża sprawia, że mam potrzebę większego oderwania się od innych… Nie od Jerzyny, czy Mężowizny mojej, nie od rodziców czy sióstr- od znajomych, dalszych znajomych i ich znajomych. Potrzebuję oddechu, czasu i Bóg wie czego jeszcze…

A jak jest za drugim razem? Książkowo. Poranki (i ostatnio wieczory) spędzam witając (lub żegnając- jak kto woli) się z muszlą klozetową. Jura jest do moich ucieczek do toalety już tak przyzwyczajony, że jak ktoś łapie się przy nim za buzię lub idzie szybko w stronę kibelka od razu pyta (ze stoickim spokojem):”Będziesz wymiotować?”. Słodko. Mdli mnie i odrzuca od niektórych składników- typu mięso lub mleko… Choć nie jest to reguła. W związku z powyższym i tym razem chudnę na potęgę- co przy rosnącym biuście i zaokrąglającym się brzuchu wygląda (moim zdaniem) kuriozalnie (zdanie Męża się w tej kwestii nie liczy). Trochę popsuł mi się wzrok (tego nie grali wcześniej) i miewam zasłabnięcia (na razie bez spektakularnych upadków). Jest mi źle i niedobrze lub wspaniale- na zmianę. Płaczę na reklamach coca coli i w każdej sytuacji, gdy widzę jakieś rodzeństwo…

Przyzwyczaiłam się już do myśli o nowym Zwierzu w rodzinie i szczerze mówiąc bardzo mi ta nowa rzeczywistość pasuje… A co z Jerzynką? Jerzyna w ostatnich miesiącach niesamowicie się rozwinął. Jest moją dumą i szczęściem. Szczerze mówiąc nicnie sprawia mi takiej przyjemności, jak słuchanie (a raczej podsłuchiwanie) jego rozmów z innymi (babciami, ciociami, sprzedawcami czy kim bądź)- te mądrości o hangarach czy śmigłach helikoptera… I to moje dziecko, moje małe dwuletnie Kochanie.

Czytam. Czytam jak go przygotować na zmianę rzeczywistości, jak nastroić siebie i Grzesia, jakich błędów sië wystrzegać… Wiem, że życie wszystko zrewiduje…
Zobaczymy…
Xoxo,
Mum