Kosmetyki w ciąży

Pomimo tego, że nosząc Jerzynę pod sercem ponad dwa lata temu, nabyłam drogą kupna duże ilości smarowideł i mleczek dla ciężarnych oraz nie zważając na fakt, że być może to one uchroniły mnie przed rozstępami- moja pielęgnacja kosmetyczna z tamtego okresu była niewypałem.

Porque Droga Koleżanko? Otóż moje wspaniałe kosmetyki z wszechobecnymi etykietami Mama/ For pregnant women/ Pregnancy i tym podobne, zawierały składniki przenikające przez łożysko- straight highway do Jerzynowego krwioobiegu. Well done Mama! Dodać do tego mój krem BB, tusz do rzęs i błyszczyk (nie umiem się malować- stąd oszczędność w środkach) i koktajl Mendelejewa dla Jerzynowego brzuszka jak ta lala.

No nie powiem, że było mi bądź, co bądź trochę nie do śmiechu, gdy pewnego dnia natknęłam się na blog srokao. Czytałam, czytałam i w zasadzie z każdym przeczytanym artykułem robiło mi się słabiej. Zweryfikowawszy swoje kosmetyki pod względem składników, które Sroka odradza (delikatnie rzecz mówiąc), okazało się, że karmimy się chemią nawet o tym nie wiedząc- a przecież długie miesiące (i wiele wpadek) zajęło mi wyeliminowanie takich świństw z naszego menu. Nie wiedziałam czym tłumaczyć Jurka zaognioną i suchą skórę, swój już nie młodzieńczy trądzik i te pogorszenia stanu paznokci, włosów… Odpowiedź przyszła sama.

źródło: http://themerrythought.com/diy/homemade-body-butter/
źródło: http://themerrythought.com/diy/homemade-body-butter/

Wyegzekwowałam w domu czystkę kosmetyczną i rozpoczęłam swoją odyseję po drogeriach stacjonarnych i online’owych, po aptekach, punktach z naturalnymi kosmetykami i tym podobnym. Mogę się pochwalić, że na efekty nie trzeba było długo czekać. Znalazłam świetne zastępstwa dla wszystkich tych paciek, pomad i kremów. Używamy mniej kosmetyków, wyglądamy zdrowiej i finansowo wychodzimy na tym lepiej.

Ale co z tą ciążową pielęgnacją? Nie wchodząc w szczegóły, bo po nie lepiej udać się na blog Sroki, korzystamy w kwestii mycia i oczyszczania: z mydeł z Ministerstwa Dobrego Mydła oraz z Mydlarni Świętego Franciszka (tych prowansalskich), oprócz tego savon noir, mydło z Aleppo 50%, glinka i szampony Alterry z Rossmanna. Nawilżamy: włosy maską z błota z Morza Martwego, ciało olejem kokosowym i olejem jojoba. Z kosmetyków kolorowych używam tuszu hipoalergicznego Bell (ale tylko opcji wodoodpornej) i błyszczyka Bell (też hipoalergicznego), pudru mineralnego Neauty i cieni z tejże firmy.

Polecam zapoznać się z wpisami Sroki będąc pod wpływem, trochę uśmierzy ból.

Xoxo,
Mum

Slow down again

Pisanie potrafi uzależnić. Nie tylko ze względu na skłonności grafomańskie, ale również, a może ze względu na, możliwość wypisania się. Wypowiedzenie na głos pewnych spraw sprawia, że okazują się mniej istotnymi, niż gdy pozostawały w sferze myśli. Napisanie o tychże… działa jak ongiś upuszczenie krwi. Bach i choroba znika.

źródło: https://1x.com/photo/37242/
źródło: https://1x.com/photo/37242/

Już jakiś czas temu pisałam o mojej fascynacji ruchem Slow. W zasadzie cały temat zaczęłam zgłębiać w szóstym miesiącu życia Jerzyny… Any clues? Rozszerzanie diety aka ekologiczne papki aka bio food aka wegetarianizm aka quality not quantity. I tak samo poszło. Wszystkiemu winny, jak zwykle więc, mężczyzna. Momentami było ciężko. Szalałam emocjonalnie i fizycznie klucząc pomiędzy tym, co znałam (i de facto w większości było shitem), a tym co chciałam poznać- ale wymagało ode mnie nie tylko poświęcenia większej ilości czasu (gotowanie, szukanie prpduktów, szukanie przepisów, czytanie metek i całe to mindfulness do którego chcąc nie chcąc się dociera), ale i większych środków finansowych (szczególnie w kwestii ciuchów).

Pare tygodni przed tym, jak dowiedziałam się, że Oops we did it again weszłam na kolejny poziom wtajemniczenia- zaczęłam interesować się składem kosmetyków. Szok i niedowierzanie to lekkie określenia tego, co przeżyłam przeglądając etykiety swoich, Grześkowych i Jerzynowych kosmetyków. Wywaliłam wszystko. Wszystko, co zawierało badziewne chemikalia, nie tylko w części kancerogenne ale i mocno uczulające (dodam, że większość z tych kosmetyków to były maści, mleczka, tusze, pudry i tak dalej przeznaczone dla alergików lub znanych francuskich marek). Po wywaleniu wszystkiego udałam się ciężkim krokiem na zakupy,by uzupełnić wyczyszczone półki łazienkowe.

Do czego zmierzam tą pokrętną drogą? Pielęgnacja w ciąży, a w zasadzie o czym nie wiedziałam, będąc w pierwszej ciąży, a o czym wiem już teraz. Żeby nie zanudzać o tym za chwilę.
Xoxo,
Mum

II trymestr

Młoda i głupia jestem (i byłam wiele razy). Zamiast czuć się starszą, mądrzejszą i choć trochę stetryczałą- ja na przekór młodnieję i głupieję zarazem.

Krótkie spódniczki mi w głowie, obcasy i umalowane usta. I szwędam się tak z tym moim Rumcajsem, bo Mąż w pracy, całą graciarnią, wózkiem i resorakami poupychanymi po kieszeniach z zajęć na zajęcia (no jednak nie w szpilkach rzecz jasna). Szwędam się i rozmyślam- jaki ten los przewrotny. Im mniej dokucza mi poranne witanie się z muszlą klozetową (mogę śmiało napisać, że pierwszy trymestr spędziłam z ryjkiem w tejże, toteż nigdy tak intensywnie nie dbałam o jej czystość)- może już się przyzwyczaiłam, i wiem, po czym robi mi się słabo (i jak postawić się później na nogi) tym mniejsze wrażenie to wszystko na mnie robi.

Wiem, że to druga ciąża, więc inaczej się ją przeżywa, tym bardziej mając obok rosłego i krzepkiego dwulatka (już prawie dwu i pół latka)… Mniej jest tego użalania się nad sobą, leżenia, unoszenia się dumą (chętniej przyjmuję pomoc…), zamartwiania jak to będzie i czy jeszcze kiedyś będę miała płaski brzuch- niż za pierwszym razem, a więcej myślenia o tym, jak niesamowitym jest moje ciało, że rośnie w nim kolejne życie i daj Boże po szczęśliwym porodzie jeszcze je wykarmi. Więcej jest poddania się fali, unoszenia na wodzie zgodnie z prądem, odpuszczania sobie i innym. Olewania.

źródło: http://www.lesparesseuses.com/2014/05/un-baby-bient%C3%B4t-deux-paresseuses-nous-racontent-tout-.html
źródło: http://www.lesparesseuses.com/2014/05/un-baby-bient%C3%B4t-deux-paresseuses-nous-racontent-tout-.html

Chodzę więc, w tym smogu, z moim Rumcajsem, z umalowanymi ustami, plasteliną za paznokciami, wielkim brzuchem i w mini spódniczce i cieszę się, że mogę (trochę jak za studenckich czasów) nie martwić się i korzystać z tego cudnego stanu, w jakim jestem.

Warto jeszcze wspomnieć o Kochanym Małżonku, któremu wyfiołkowana żona bardziej trafia do gustu, niż żona niewyfiołkowana. Prosta logika.
Xoxo,
Mum

Smog

Smog. Przykre to i straszne zarazem. Jedni panikują (high five!), drudzy … no właśnie? Deprecjonują jego wpływ? Olewają? Podchodzą racjonalnie?

Ja osobiście panikuję. Wczoraj już kupowałam mieszkanie w Trójmieście, maski antysmogowe, mierniki pyłowe do mieszkania, oczyszczacze powietrza i oczywiścię wesję pro apki wskazującej poziom smogu. Na szczęście nigdzie nie kliknęłam „kup teraz”, bo miałabym pewien drobny problem z pokryciem tych wszystkich kosztów. Alę fakt, że dziś już podchodzę do tego z zimniejszą krwią nie sprawia, że problem znika. A jak jest problem, to trzeba szukać na niego rady. Ja przynajmniej tak mam- bo moje podejście „co masz zrobić, zrób teraz, natychmiast”, które samoistnie u mnie podupadło krótko po urodzeniu Jerzyny, powróciło. Ze zdwojoną siłą, tak jakby. Zamierzam przemyśleć sprawę oczyszczacza powietrza i masek, szczególnie po dzisiejszym pojawieniu się z Jerzyną na zajęciach w Pociechach (znów chodzimy do ludzi!) i tym okropnym smaku dymu w ustach, który miałam przez całą drogę na miejsce. Coś polecacie?

Xoxo,
Mum