Co ze mną robi filiżanka kakao

Weź. Weź mnie do teatru, do kina albo na wystawę (byle nie sklepową). Zabierz mnie gdzieś, gdzie zapomnę, że jestem czyjąś matką, że muszę być rozsądna i pamiętać o wszystkim. Wytłumacz im wszystkim, że jestem czasowo niedostępna, bo pracuję nad sobą samą. Bo sobie samej smażę naleśniki, piekę ciasto i sama zjem cały makaron ze szpinakiem.

Czasem potrzebuję mieć Cię tylko dla siebie. Żebyś nie musiał być ojcem, synem a nawet mężem. Żeby znów przez chwilę być tylko Grzesiem i Pauliną, przyjaciółmi, partnerami i kochankami. Bez kredytu, dzieci i samochodu. Bez pracy, obowiązków i zważania na porę dnia. Czasem bym tak chciała, ale na krótko.

Na godzinę albo dwie. Nie dłużej. Bo tak, jak jest na codzień- ze smażeniem naleśników, wyrzucaniem śmieci, sprzątaniem zabawek, grą w berka po osiedlu i praniem skarpetek rozmiar 45- jest mi zupełnie cudownie.

Kocham to swoje życie i ludzi, którzy w nim uczestniczą. Chyba to dobrze.

Xoxo,

Mum

Gadatliwa Bestia

Szybko zaczął chodzić i równie szybko zaczął mówić. Moja Bestia, zwana Jerzykiem, nie cacka się, jak mamusia, z każdą nabywaną umiejętnością- przechodzi od razu do konkretów. Chodzimy? No to mnie dogoń. Mówimy? No to spróbuj wtrącić choć zdanie, gdy ja będę rozwijał swoje zdania złożone podrzędnie i nadrzędnie. Nie sikamy już w majtki? Luz, sikajmy do kibelka… I tym podobne. Ja się stresuję i gimnastykuję, on wszystko załatwia na luzie (i spontanie). Cały tatuś, jak się okazuje, nie tylko wizualnie są tacy sami.

Ale ja nie o tym, ja dziś chciałam o Puciu.  Było kiedyś o onomatopejach, dziś będzie i o tym, i o wyrazach. Nauka mówienia jest jedną z najważniejszych w rozwoju dziecka, nie są to czcze słowa. Rozwijanie komunikacji (werbalnej) może być (i jest) łatwe i przyjemne (nie mówiąc już o inteligencji emocjonalnej, społecznej i jako takiej) dzięki książkom. Szczególnie dzięki mądrym książkom, które zostały opracowane i stworzone (narysowane, napisane i wydane, bo i o sposobie wydania zapominać nie należy) przez ludzi znających się na rzeczy. Cała seria „Uczę się: mówić, wymawiać i opowiadać” Wydawnictwa Nasza Księgarnia do takich książek należy.

My, na razie, cieszymy oczy i korzystamy z dwóch wydań o Puciu- „Pucio uczy się mówić” i „Pucio mówi pierwsze słowa” oraz „Wierszyki ćwiczące języki”. Zbiorczo można napisać, że książki są dobrze wydane- puciowe mają twarde strony i odpowiedni dla młodzieży dwuletniej format, a wierszyki wytrzymują małe rączki pomimo papierowych stron- oraz dobrze zilustrowane. Być może komuś estetyka pani Kłos odpowiadać nie będzie, jednak Jerzynce bardzo przypadła do gustu. Każda z pozycji rozpoczyna się wprowadzeniem dla rodziców. Dowiadujemy się, o my niewyedukowani, w jaki sposób efektywnie korzystać z książki i wspierać wysiłki naszych Gargameli w drodze do wytwarzania zawiłych monologów. Logopedia na wesoło. To jest to, co tygryski lubią najbardziej.

My swoją przygodę zaczęliśmy z „Pucio uczy się mówić”. Książkę zamówiłam w związku z szałem na Bintę, Babo i Lola, bo Pucio pisany jest podobnym stylem, a dźwiękonaśladownictwo, w nim zawarte, tylko dodawało tej pozycji walorów. Był to strzał w dziesiątkę.

nk.com.pl

Później udało mi się upolować, chyba w Lidlu, wierszyki. Książka przeznaczona jest, co prawda, dla cztero- i pięciolatków, jednak takie mówiące dwulatki, jak Jerzyna, spokojnie (i nad wyraz dobrze) sobie z nią poradzą.

nk.com.pl

W związku z tym, gdy tylko wyszedł nowy Pucio, nabyliśmy go czym prędzej po dacie premiery. Jura- zachwycony, matka- również, choć myślałam, że jednak będzie to fail. Gwoli wyjaśnienia. Jurek pięknie mówi, buduje złożone (i wielokronie złożone) zdania, dużo powtarza i dopytuje się o znaczenie wyrazów, które słyszy po raz pierwszy. Troszkę sepleni, ale jest to „normalne” na tym etapie. Martwiłam się więc, że nowy Pucio się już nie przyjmie, że Jerzynka z niego nie skorzysta. Okazało się, że zupełnie nie potrzebnie łamałam sobie tym głowę.

nk.com.pl

Jurek w Puciu jest zakochany, każe go sobie czytać niemal codziennie i tłumaczy, że on też będzie chodził, (jak Pucio) do przedszkola z samolotem i też ma (jak Pucio) dzidzię (tylko, że w maminym brzuszku). Bardzo udany zakup. Polecam.

 

Xoxo,

Mum

Wyprawka podejście drugie. Akt drugi

Ostatni wpis nawet nie nadwyrężył tematu wyprawki, a co dopiero wyczerpał. Ledwo go musnął. Jak każda, zajarana kupowaniem nowych rzeczy dla swoich dzieci, matka zacznę więc znów od tematu wyprawki niemowlęcej dla dziecka. Bo pamiętać należy, że gdy jeden Gagatek pałęta się już Wam pod nogami, to wejście w nową rzeczywistość, jaką jest bycie starszym bratem lub siostrą, również wymaga przygotowań- szczególnie, jeśli nie jest się świadomym tego, że matka połowę waszych rzeczy odda młodszemu rodzeństwu. Z tego właśnie powodu, czyli przymusowego podzielenia się swoimi, bądź co bądź, skarbami, Jerzynie także należą się nowe gadżety.

Wyprawka dla starszego brata #1

  • stopień do wózka, dla starszaka (bo choć Jura jest duży, to od kiedy jestem w ciąży znów musieliśmy powrócić do poruszania się wózkiem- głównie ze względu na moje zasłabnięcia, wózek dawał mi w takich chwilach oparcie a Jurek był w bezpiecznym miejscu, oraz fakt, że nie mogę dźwigać całego tego cyrku, który zawsze ze sobą nosimy. I właśnie przez ten powrót do jeżdżenia wózkiem, taki stopień będzie koniecznością),
  • nowa, dorosła kołdra i stosowna do niej pościel (Jerzyna od skończenia półtora roku ma duże, dorosłe łóżko 90×200 Ikea Kura, wobec czego zapas prześcieradeł już mamy, jednak wciąż spał pod małą, niemowlęcą kołdrą. Teraz dostał nową kołderkę (z Ikea) dla starszaka, rozmiarowo jedynie troszeczkę większą, więc myślę, że w niej nie utonie- a co to za frajda spać pod nowymi rzeczami… HOHO),
  • prezent(y) od dzidziusia dla najlepszego starszego brata…

I chyba ten ostatni punkt zasługuje na dłuższe wyjaśnienie. Długo zastanawialiśmy się w jaki sposób, i kiedy, poinformować Jerzynę o moim nadzianym brzuszku. Wiele książek (i blogów, i forów sic.!) przeczytałam, zanim podjęliśmy jakąś decyzję. Jura dowiedział się pod koniec mojego pierwszego trymestru, w samego Sylwestra, ale przez cały ten czas, gdy my już wiedzieliśmy o ciąży, był indoktrynowany przez informacje typu: „a Jasia mama ma w brzuszku dzidzię, ale fajnie, że Jasio będzie miał braciszka lub siostrzyczkę”, „a wiesz, że byłeś u mamusi w brzuszku?”, „jak mama i tata się baaardzo kochają to czasem do brzuszka dostaje się dzidzia”, „a jak wyszedłeś z brzuszka to ciągle płakałeś i jadłeś mleczko z cycusiów”, „a dzidzia nie umie mówić i chodzić, ani nawet siadać” oraz dostawał masę książek opowiadających o posiadaniu rodzeństwa (o nich wkrótce). Po co to wszystko? Żeby pytał, żeby sam zaczął się interesować. I właśnie w Sylwestra Jerzy Mój, będąc pod wpływem naszej propagandy, stwierdził, że chciałby mieć braciszka lub siostrzyczkę. No to my- hop na kanapę i mu mówimy, że tadddaaam dzidzia jest w brzuszku i ma dla niego prezent. Jurek ucieszył się więc, z prezentu(wieeelkiego 100cm psa), i temat został wprowadzony. I mamy tu prezent #1, prezent #2 jest jeszcze planowany. Po co aż dwa prezenty od dzidziusia? Prezent numero uno, w naszym przypadku, miał wprowadzić Jerzynę w problematykę bycia starszym bratem- numero due będzie miał na celu odciągnięcie jego uwagi od mojej nieobecności. Bo będę nieobecna. Bo pójdę rodzić i nie wiem jak szybko wrócę z Małą do domu po porodzie. Bo będę ją przewijać, karmić i usypiać, gdy Jerzyk będzie obok. Bo nie będę już tylko dla niego. Dlatego prezent #2 musi być totalnie, mega, niesamowicie wypasiony. Myślimy nad wózkiem z narzędziami Janodu- ale jest to jeszcze kwestia sporna.

No ale wróćmy do Hanki. Bo wyprawka dla niej to także wszystko to, co sama zamierzam jej uszyć. Bo, choć się tym na blogu nie chwalę, wciąż coś tam, coś tam na tej maszynie majstruję od czasu do czasu. Zamierzam się do uszycia nowej pościeli dla Żaby, pościeli tak na kołderkę, jak i na (ten okrutnie żółty od kremów) rożek po Jerzynce, oraz czapeczek, sukieneczek i spodenek. W niedalekiej przyszłości wybieram się w tym celu na zakupy, pochwalę się wtedy wzorami- póki co, myślę o brązach, ceglanym czerwonym, brudnym różu i karminach, ale granatami, bielą i pomarańczami też nie pogardzę.

Jeszcze szykuje się post o wyprawce dla mnie.

Xoxo,

Mum