Gadatliwa Bestia

Szybko zaczął chodzić i równie szybko zaczął mówić. Moja Bestia, zwana Jerzykiem, nie cacka się, jak mamusia, z każdą nabywaną umiejętnością- przechodzi od razu do konkretów. Chodzimy? No to mnie dogoń. Mówimy? No to spróbuj wtrącić choć zdanie, gdy ja będę rozwijał swoje zdania złożone podrzędnie i nadrzędnie. Nie sikamy już w majtki? Luz, sikajmy do kibelka… I tym podobne. Ja się stresuję i gimnastykuję, on wszystko załatwia na luzie (i spontanie). Cały tatuś, jak się okazuje, nie tylko wizualnie są tacy sami.

Ale ja nie o tym, ja dziś chciałam o Puciu.  Było kiedyś o onomatopejach, dziś będzie i o tym, i o wyrazach. Nauka mówienia jest jedną z najważniejszych w rozwoju dziecka, nie są to czcze słowa. Rozwijanie komunikacji (werbalnej) może być (i jest) łatwe i przyjemne (nie mówiąc już o inteligencji emocjonalnej, społecznej i jako takiej) dzięki książkom. Szczególnie dzięki mądrym książkom, które zostały opracowane i stworzone (narysowane, napisane i wydane, bo i o sposobie wydania zapominać nie należy) przez ludzi znających się na rzeczy. Cała seria „Uczę się: mówić, wymawiać i opowiadać” Wydawnictwa Nasza Księgarnia do takich książek należy.

My, na razie, cieszymy oczy i korzystamy z dwóch wydań o Puciu- „Pucio uczy się mówić” i „Pucio mówi pierwsze słowa” oraz „Wierszyki ćwiczące języki”. Zbiorczo można napisać, że książki są dobrze wydane- puciowe mają twarde strony i odpowiedni dla młodzieży dwuletniej format, a wierszyki wytrzymują małe rączki pomimo papierowych stron- oraz dobrze zilustrowane. Być może komuś estetyka pani Kłos odpowiadać nie będzie, jednak Jerzynce bardzo przypadła do gustu. Każda z pozycji rozpoczyna się wprowadzeniem dla rodziców. Dowiadujemy się, o my niewyedukowani, w jaki sposób efektywnie korzystać z książki i wspierać wysiłki naszych Gargameli w drodze do wytwarzania zawiłych monologów. Logopedia na wesoło. To jest to, co tygryski lubią najbardziej.

My swoją przygodę zaczęliśmy z „Pucio uczy się mówić”. Książkę zamówiłam w związku z szałem na Bintę, Babo i Lola, bo Pucio pisany jest podobnym stylem, a dźwiękonaśladownictwo, w nim zawarte, tylko dodawało tej pozycji walorów. Był to strzał w dziesiątkę.

nk.com.pl

Później udało mi się upolować, chyba w Lidlu, wierszyki. Książka przeznaczona jest, co prawda, dla cztero- i pięciolatków, jednak takie mówiące dwulatki, jak Jerzyna, spokojnie (i nad wyraz dobrze) sobie z nią poradzą.

nk.com.pl

W związku z tym, gdy tylko wyszedł nowy Pucio, nabyliśmy go czym prędzej po dacie premiery. Jura- zachwycony, matka- również, choć myślałam, że jednak będzie to fail. Gwoli wyjaśnienia. Jurek pięknie mówi, buduje złożone (i wielokronie złożone) zdania, dużo powtarza i dopytuje się o znaczenie wyrazów, które słyszy po raz pierwszy. Troszkę sepleni, ale jest to „normalne” na tym etapie. Martwiłam się więc, że nowy Pucio się już nie przyjmie, że Jerzynka z niego nie skorzysta. Okazało się, że zupełnie nie potrzebnie łamałam sobie tym głowę.

nk.com.pl

Jurek w Puciu jest zakochany, każe go sobie czytać niemal codziennie i tłumaczy, że on też będzie chodził, (jak Pucio) do przedszkola z samolotem i też ma (jak Pucio) dzidzię (tylko, że w maminym brzuszku). Bardzo udany zakup. Polecam.

 

Xoxo,

Mum

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *