Darcie japy

Krzyki, wrzaski, tupanie nogami i machanie rękami. Plus w gratisie rzucanie się na ziemię aka bezwładne opadanie, gdy akurat trzymam za jakieś odnóże. Tak u nas wygląda ostatnio codzienność. Średnio jedna awantura dziennie musi być.

Tak tak. Bunt dwulatka, wchodzenie w nową sytuację starszego brata, widmo przedszkola po wakacjach… Można wymyślić z dziesięć innych logicznych wyjaśnień. Fakt jest jednak taki, że darcie japy odchodzi u nas na całego.

Znam te wszystkie metody, znam teorię i praktykę. Mam za sobą ponad cztery lata pracy w przedszkolu i magistra z pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej plus magistra z socjologii (ze szczególnym naciskiem na socjalizację i socjologię wychwania). Znam też swoje możliwości i granice. Jest niełatwo, żeby tak lapidarnie to ująć. Niełatwo, bo ja też drę japę. Nie wytrzymuję. Nie jestem w stanie tego udźwignąć.

Raz na kilka dni po kilku minutowych prośbach, groźbach czy tuleniu puszczają mi nerwy, hamulce się odblokowują. Warczę i drę się. Jurka to całkowicie zwala z nóg. Wie, że przesadził i (chyba) wie, jak bardzo mi źle, że się nie powstrzymałam. Paradoksalnie moje załamanie prowadzi do natychmiastowego zamknięcia tematu. Rzucamy się sobie w ramiona i przepraszamy się. Mi łamie się serce, bo to dwuletnie Maleństwo, ten Wrażliwy Olbrzym, przeprasza mnie, że ja krzyczałam. Obiecuje, że już nie będzie, że już chce zrobić tak, jak ja chcę. Z jednej strony- mam poczucie fail’u, to mój słaby charakter doprowadził do takiego wzrostu decybeli w naszym domu, to moje rozdrażnienie, miałkość i beznadziejność.  Z drugiej strony, wrzask i protest narastałby, gdybym jakoś nie wytrąciła Jerzyny z tego stanu. Co lepsze? A co gorsze? Jak sobie z tym radzić?

Brak mi odpowiedzi.

Xoxo,

Mum

Ciążowe umilacze

Co umila mi czas w tej ciąży? Główną atrakcją jest oczywiście Jurek i, siłą rzeczy, umilam sobie czas zabawami z Moim Partyzantem… Pisałam już, że ciąża numer dwa, w moim przypadku, nie jest, podobnie jak ta pierwsza, stanem euforycznym, gdy z radością obserwuję zmieniające się ciało i rosnące nowe życie. Bardzo dotkliwie odczuwam ten stan błogosławiony, więc w pewnym sensie, zabawa i opiekowanie się rozbrykanym dwulatkiem wymaga heroicznego wysiłku. Dlatego staram się uskuteczniać w domu zabawy dywanowe (gdy mamusia leży) lub organizować spotkania z Jurka kumplami i kumpelami, kiedy to nie muszę w zabawach uczestniczyć, a spokojnie mogę nacieszyć się rozmową ze znajomymi mamami lub ojcami (czemu nie tatami?). Chodzimy też dużo po naszym osiedlu i na okoliczne place zabaw bądź do pobliskich kawiarni… Szczególnie nabierze to na sile, gdy pogoda łaskawie się nam w końcu poprawi.

Czytam. Czytam o wychowywaniu dzieci (ale nie o maluchach, jak w pierwszej ciąży, skupiam się na moim starszaku), o konsumpcjonizmie i romanse. Romanse czytam chętnie. Czytam artykuły na ulubionych blogach… Czytam o fajnych kawiarniach w okolicy o restauracjach i placach zabaw, czytam o zdrowym odżywianiu, o trendach zakupowych, recenzje książek i o zabawkach.

Oglądam seriale w internecie.

Zapisuję piny na pintereście i podglądam znajomych (i nieznajomych) na instagramie.

Kombinuję, jakie by tu poczynić zmiany wnętrzniarskie i później je realizuję w mniej lub bardziej szybkim tempie.

Biadolę, że nie mam się w co ubrać. Ładuję wirtualne koszyki w sklepach internetowych koniecznymi sztukami nowej odzieży, po czym robię escape ze strony z poczuciem, że w zasadzie to może nie ma sensu.

Znowu gotuję (wiwat trzeci trymestr) i chętniej konsumuję.

Jaram się Moim Mężem i Naszym synem.
A ostatnie dni jaram się tymi małymi śpioszkami, skarpetkami i bodziakami, które mamy dla Hani.

Strasznie nie mogę się jej już doczekać.

Xoxo,

Mum

31 tydzień w toku. Wyprawka dla położnicy

Wszystko, a w zasadzie prawie wszystko, mam już poprane. Poskładane i ułożone w szufladzie czeka na Pannę Hannę. Bo potwierdzone jest, że to Hanka, a nie Rysiek, siedzi w brzuchu. Jurek doczekać się nie może, powoli przywłaszcza sobie Hankowe gadżety, które uda mu się wygrzebać z komody. Wózek do serwisu niebawem poślemy. Pokrowce od fotelika i gondoli niebawem popiorę. Rożek i poszewki na dniach poszyję. W zasadzie wszystko jest. Wystarczy skręcić łóżeczko. Wystarczy zaprosić malarza i speca od tapet. Wystarczy spakować torbę.

Mam fazę na wicie gniazda… Gadżety dla siebie również już nabyłam. Co konkretnie?

Wyprawka dla położnicy (strasznie podoba mi się to słowo) part III, czyli last but not least 

  • biustonosze do karmienia (dwa na fiszbinach i trzy miękkie- w tym dwa z czasów Jerzyny)- zakupione jeszcze w pierwszym trymestrze, tracą niestety już formę, ale nowe planuję nabyć dopiero miesiąc po porodzie, gdy cycki przestaną szaleć…
  • poduszka fasolka Motherhood- kupiona już w pierwszym trymestrze, dzięki niej przetrwałam wiele bezsennych nocy,
  • ciuchy ciążowe- jeansy H&M’u i t-shirty, które w ciąży z Jurkiem w ogóle nie były mi potrzebne, a w ciąży z Hanulą mam niemal od pierwszych tygodni,
  • koszule nocne do karmienia- obie z pierwszej ciąży, w zasadzie nówki sztuki, używane tylko w szpitalu,
  • koszula do porodu- szpetna ( z żółtą żyrafą ;)), ale skoro Jurka w niej rodziłam, to i Hankę wydam na świat,
  • podkłady poporodowe Bella,
  • duże podpaski,
  • majtki siateczkowe jednorazowe,
  • wkładki laktacyjne (używane już od paru miesięcy),
  • octenisept (do nabycia),
  • mydło rumiankowe (do nabycia w Ministerstwie Dobrego Mydła),
  • klapki prysznicowo-szpitalne (zaszalałam i kupiłam plażowe Birkenstocki Madrid),
  • nakładki na sutki Medela,
  • laktator Medela swing (mój najlepszy przyjaciel, kupiony kilka dni po urodzeniu Jerzynki).

Żadnych specyfików, kompresów czy czego tam jeszcze na bolące piersi nie przewiduję- metoda smarowania sutków własnym mlekiem i „wietrzenia” jest moim zdaniem najlepsza (nie ważne jak bardzo odbrzydliwie i dosadnie to brzmi). Coraz częściej myślę o porodzie, o pierwszych dniach, które spędzimy razem w czwórkę, o czasie „po ciąży”.

Jak to wszystko wyjdze? Jak nam się ułoży? Jestem już zmęczona, fizycznie i (coraz częściej) psychicznie. Staram się doceniać ten czas, który jest teraz, ale myśli krążą już w okolicach lipca, a nawet września.

Xoxo,

Mum