Four of us

Życie po porodzie jest łatwiejsze. Tak przynajmniej mi się zdawało, gdy byłam jeszcze w ciąży…

No i faktycznie bywa łatwiej… Łatwiej, bo nie trzeba sie martwić, że jak się za dużo siat z auta weźmie naraz to można zaszkodzić maluchowi w brzuchu i w razie pobytu w szpitalu zostawić starszaka bez mamy na niewiadomo jak długo… Łatwiej, bo ma się już świadomość wypełnionego planu rozpłodowego i teraz ma być już tylko lepiej… Łatwiej, bo po pierworodnym wie się już z czym to się je… I w końcu łatwiej, bo starszak w końcu idzie do przedszkola, więc Ty zostajesz sama z tylko jednym, nie uciekającym wszędzie, dzieckiem.

Ale zawsze pojawia się jakaś terra incognita, bo każde dziecko jest inne. Pojawia się problem, bo co robić z maluchem, gdy ten jeszcze mniejszy maluch chce jeść (i to jeść cały czas, skakać z jednego cycka na drugi i spowrotem…)? Jak poradzić sobie z wyrzutami sumienia, których przecież miało nie być, bo to normalne, że Jerzynka będzie mnie miał mniej i przecież jakoś się przyzwyczai? Jak radzić sobie w straszne upały, gdy Twój, już, niemowlak obrasta w fałdki, które chętnie się odparzają? Jak zagospodarować czas trzylatka (prawie trzylatka) w taką pogodę, gdy akurat teraz, właśnie przed pójściem do przedszkola, rozpoczęciem treningów w nowym klubie (Legiaaaaaaa!!!) i wyczekanymi wakacjami nad morzem, on złamie obojczyk?

Bywają chwile, gdy mam chęć się z tego wypisać. Bywają momenty, gdy warczę na wszystkich z bezsilności, zmęczenia i niewyspania.

Bywają. Przychodzą i odchodzą. Są wciąż rzeczy, których nie opanowałam, których strona logistyczna mnie obezwładnia- ale jest ich z czasem coraz mniej. Coraz łatwiejsze jest to życie w czwórkę, coraz weselsze i, na pewno, bardzo głośne. Mi odpowiada.

Xoxo,

MumF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *