Ciążowe umilacze

Co umila mi czas w tej ciąży? Główną atrakcją jest oczywiście Jurek i, siłą rzeczy, umilam sobie czas zabawami z Moim Partyzantem… Pisałam już, że ciąża numer dwa, w moim przypadku, nie jest, podobnie jak ta pierwsza, stanem euforycznym, gdy z radością obserwuję zmieniające się ciało i rosnące nowe życie. Bardzo dotkliwie odczuwam ten stan błogosławiony, więc w pewnym sensie, zabawa i opiekowanie się rozbrykanym dwulatkiem wymaga heroicznego wysiłku. Dlatego staram się uskuteczniać w domu zabawy dywanowe (gdy mamusia leży) lub organizować spotkania z Jurka kumplami i kumpelami, kiedy to nie muszę w zabawach uczestniczyć, a spokojnie mogę nacieszyć się rozmową ze znajomymi mamami lub ojcami (czemu nie tatami?). Chodzimy też dużo po naszym osiedlu i na okoliczne place zabaw bądź do pobliskich kawiarni… Szczególnie nabierze to na sile, gdy pogoda łaskawie się nam w końcu poprawi.

Czytam. Czytam o wychowywaniu dzieci (ale nie o maluchach, jak w pierwszej ciąży, skupiam się na moim starszaku), o konsumpcjonizmie i romanse. Romanse czytam chętnie. Czytam artykuły na ulubionych blogach… Czytam o fajnych kawiarniach w okolicy o restauracjach i placach zabaw, czytam o zdrowym odżywianiu, o trendach zakupowych, recenzje książek i o zabawkach.

Oglądam seriale w internecie.

Zapisuję piny na pintereście i podglądam znajomych (i nieznajomych) na instagramie.

Kombinuję, jakie by tu poczynić zmiany wnętrzniarskie i później je realizuję w mniej lub bardziej szybkim tempie.

Biadolę, że nie mam się w co ubrać. Ładuję wirtualne koszyki w sklepach internetowych koniecznymi sztukami nowej odzieży, po czym robię escape ze strony z poczuciem, że w zasadzie to może nie ma sensu.

Znowu gotuję (wiwat trzeci trymestr) i chętniej konsumuję.

Jaram się Moim Mężem i Naszym synem.
A ostatnie dni jaram się tymi małymi śpioszkami, skarpetkami i bodziakami, które mamy dla Hani.

Strasznie nie mogę się jej już doczekać.

Xoxo,

Mum

Slow (motion)

Bardziej slow. Co prawda ostatnie tygodnie samoistnie doprowadziły mnie do zwolnienia tempa w wielu sprawach i troszeczkę, muszę to przyznać, odpuszczenia i sobie i innym grzechów – nicnierobienia, kiedy wokół bałagan, jakby właśnie przeszło stado dwulatków po detoksie zabawkowym oraz olewania pewnych aspektów wychowawczych, których do tej pory nie pomijałam-czyli noszenia wszystkich możliwych zabawek na plac zabaw czy wybrzydzania przy jedzeniu. Mi samej ostatnio mało co smakuje, większość potraw straciła smak lub zyskała paskudny zapach- koniec końców zamiast tyć, chudnę- a moje dziecko je okrojone posiłki, bo nie jestem mu w stanie przygotować mięsa czy czegokolwiek, co z mięsem miało wspólnego, a jak każdy wie, zupy to mi średnie wychodzą. Biedny Jura.

Bardziej slow jestem od kilku ostatnich miesięcy, kiedy odkryłam, że serio- nie ma się do czego spieszyć. Serio, za dużo mamy, zbyt wiele zbytków w tak młodym wieku (sic!) sobie zgotowaliśmy. Gdybym miała urządzać mieszkanie od nowa i nie posiadała nic, zupełnie nic- byłoby mi chyba łatwiej niż teraz, z całą tą masą duperelów, z tórymi nie radzi sobie ani nasze 56m2, duża piwnica i strych u rodziców. Jest to smutne, bo ostatni rok pięknie pokazuje jak można wpaść w wir konsumpcjonizmu i się w nim zwyczajnie zagubić…

Co to „bardziej slow” sprawiło więc? Po pierwsze, przestałam kupować. Nie, że zupełnie- ale nie kupuję przydasiów i wspaniałości w promocyjnych cenach. Jedyne nowe nabytki z ostatnich miesięcy to same niezbędniki i prezenty świąteczne. Po drugie, sprzedaję. Sprzedaję ubrania, które tylko w sferze marzeń lub ze wzgędu na wyrzuty sumienia kiedyś założę. Sprzedaję książki, ale tylko te, do których już nie wrócę. Sprzedaję domowe bibeloty, do niczego mi nie potrzebne, za to świetnie zbierające kurz. Oddaję rzeczy, których nie opłaca się sprzedać i wyrzucam to, co nie nadaje się do oddania. Jesteśmy lżejsi o kilkanaście worów 120 litrowych, a wciąż są rzeczy, które czekają na skatalogowanie i zsyłkę. Bardziej uporządkowany dom w jakiś dziwny sposób sprawia, że i moja głowa jest bardziej uporządkowana.

To ważne by zwolnić, nie ma sensu przyspieszać. Dobrze być trochę out of date i not with the stream.
Zostawić tylko to, co sprawia nam przyjemność, jest pożyteczne i ładne. Nie polegać tylko na pieniądzach.

Xoxo,
Mum

Pada, pada…

Deszcz, deszcz, deszcz!
I wiecie co? Dziś planuję chlapanie,pluskanie, wskakiwanie do kałuży i bieganie z parasolką…
Mimo niskiego ciśnienia, a dzięki potężnej dawce kofeiny, działam. Planuję, piszę i nadrabiam. Będzie się działo…

źródło zdjęć: pinterest
źródło zdjęć: pinterest

237a75a40cb973daffd9ab9ee0e1b391

1c906160589e9dfad66f05b11e8046cc
Xoxo,
Mum

Shirt.

Uwielbiam koszule. Koszula jest dobra na wszystko. Jest dobra na zabawę w piaskownicy, na jazdę na rowerze, spacer z Ukochanym, piknik w parku i wyjście do kina. Jest idealna rano po imprezie, wieczorem przy filmie, popołudniu do kawy z kumpelą…
W kratę, biała, w printa. Dżinsowa, bawełniana, lniana, jedwabna i z tafty. Każda, ach każda. A z koszulą, jak z butami… Nigdy za wiele..
1ae966c13c8a0981e733c3f5543234478b0b5988a4e7f0c395748d8320cee3a415f5a128ad66c57047d01cdd3a2177ef

źródło: pinterest
źródło: pinterest

Xoxo,
Mum

Ooooo takie lubię…

Takie. I takie. Te i tamte. Chciałabym. Chciałabym. Chciałabym i brałabym!!! Barierą nie jest nawet budżet. Barierą jest mała szafa… A jeszcze większą jest moja ostatnia fanaberia- jakość. Dobry materiał. Piękne wykończenie. Odpowiednia barwa. Nie jest łatwo znaleźć rzeczy spełniające wszystkie kryteria…
No ale popatrzeć można.

8488fee8bc30e25be432c818c8536dd5
źródło zdjęć: Pinterest

3bdde3780d9ad76ca56e1dab9caa61e2 4a54ac99d465ea64a04f8c974a528c4c 8ba8b76314fbc9133231c67e60bd86ae 0895edc47c3ea6ee8bd7abcb02898a9e

Xoxo,

Mum

 

Krawcowa.

Nie taki diabeł straszny… Kocyk, dwa szaliczki i moja spódnica… Myślę, że niezły wynik jak na nowicjusza… Nowe materiały już w drodze… Maszyna grzeje się na biurku… A ja produkuję wykroje… Wymyślam co by tu jeszcze spsocić…

Kurs szycia był najlepszym pomysłem, na jaki ostatnio wpadłam. Chyba czegoś takiego mi było trzeba. Bo zumba i salsa swoją drogą, kulinarne podróże i próba zapanowania nad włosami swoją , a takie zajęcie, któremu musisz poświęcić całą uwagę… Relaksuje się przy szyciu. To już fakt. Jedni idą na masaż, inni oglądają filmy, kolejni ćwiczą, a ja zaczynam ćwiczyć ściegi… Szaleństwo.

20160313_105152 20160313_160231 20160316_084301 20160316_084549

Xoxo,

Mum

Szyć albo nie szyć…?

Zawsze chciałam umieć uszyć sobie coś sensownego. Spódnica, t-shirt, płaszcz, torba, koc? A wszystko z dobrej jakości materiału, takie jakie ja chce. W romby, kaktusy, kropeczki, pieski czy paski…

Miałam nawet przelotny romans z maszyną do szycia… Ale skończyło się złamanym sercem i złamaną igłą.

W cichości swego matczynego serca zazdrościłam dzieciom znajomych, które dumnie pełzają w ciuchach uszytych przez zdolne matki. Ja też chcę być taką manualnie elokwentną istotą! Idę więc na kurs szycia. A, co!?

Będzie się działo…

źródło: pinterest
źródło: pinterest

Xoxo,
Mum

perfecthair.pl

Było tak… Suche, zniszczone i mało wyględne… Zmiana diety? zaczęły błyszczeć… Porządne mycie z masażem głowy raz na dwa dni i schnijcie sobie same? Jakby odbiły się od skóry głowy…

Nowa pianka i spray do modelowania? Hoo! Kochana… Mąż mnie z rąk nie wypuszcza…

Xoxo,
Mum

Piękny On, Piękna Ona.

Myślicie o wpisie Walentynkowym? Jakie kosmetyki, jakie prezenty, triki, gadżety, gdzie i jak? Eeeee. To myślcie dalej, bo ja Walentynki spędzam z Moim Małym Mężczyznom, jako że ten Mój Duży Mężczyzna się na mnie wypiął i postanowił zdawać dziś egzaminy… Sesja, też mi coś.

Nie ma to jak mieć fanaberię i wybrać się na kolejne studia… Azja, Daleki Wschód-dla niektórych całkiem Bliski- pochłonął Mojego Męża.

Raduję się więc randką z Jerzyną. Spacer, kawa i balony z Maszą i Niedźwiedziem… No dobra, macie mnie… Balon z Papą Smerfem, bo Matka zapomniała, że kluczowe transakcje opłaca się gotówką, a nie pay passem i miała tylko dyszkę w portfelu.

Całe szczęście, że Stary Jerzego wraca na noc do domu po tych egzaminach… Może jednak to świętowanie Walentynek nie będzie taką straconą sprawą?
image

Xoxo,
Mum